Książki i Artykuły

Jest dobrze, ale…

[Felieton opublikowany w magazynie Laboratorium – Przegląd ogólnopolski, Teleobiektyw]

Nauka w Polsce. Odnowione, a czasem zupełnie nowe budynki, coraz lepsze  laboratoria, a w nich młodzi, znakomicie wykształceni specjaliści. Najnowocześniejsza aparatura i wyposażenie, a do tego praktycznie nieograniczone możliwości współpracy z całym światem.

Od 35 lat z mikrofonem i kamerą telewizyjną odwiedzam instytuty i uczelnie w całym kraju. Obserwuję zmiany jakie zachodzą w laboratoriach nie tylko akademickich, ale również w tzw. jednostkach badawczo- rozwojowych, pracujących na potrzeby różnych dziedzin przemysłu. Oczywiście, wciąż jeszcze są instytuty które jak gdyby zastygły w latach 70-tych. Na szczęście jest ich coraz mniej. Z każdym rokiem w nauce jest lepiej.

Dlaczego zatem na co dzień statystyczny obywatel nie obserwuje skutków tej poprawy sytuacji?

Oczywiście, przyczyn zapewne jest wiele. Jedną z nich jest wciąż niewielka dbałość o promocję swoich osiągnięć i o tzw. markę.

Drugą przyczyną jest inteligencja, czyli umiejętność dostosowania się do zmieniającej się sytuacji. Kiedy zmniejszenie środków przeznaczonych na naukę w Polsce zaczęło zagrażać bytowi instytutów i ośrodków badawczo- rozwojowych naukowcy poszukali pieniędzy.

Złotą żyłą okazały się wszelkiego rodzaju atesty, certyfikaty i tym podobne. Wprowadzenie wymogu posiadania odpowiedniego dokumentu zaświadczającego, że producent spełnia wymogi swojej branży (np. spożywczej, urządzeń elektrycznych) napędziło klientów laboratoriom, które były wyposażone w odpowiedni sprzęt. Oczywiście, owe laboratoria musiały być odpowiednio zorganizowane i wyposażone, ale po niezbędnych zakupach aparatury zajęły się usługami. Na dużą skalę.

Niestety, taka praca pochłonęła specjalistów tak bardzo, że niewiele czasu pozostało na prace rozwojowe, czy tzw. innowacyjność. Niektóre placówki zajęły się tworzeniem aktów normatywnych, wytycznych, doradztwem, jednym słowem produkcją papieru. Jak się okazało, można z tego godziwie żyć.
Skoro papier ten stosunkowo łatwo zamienia się w bilety Narodowego Banku Polskiego to trudno się dziwić, że brakuje zachęt do tworzenia nowości technicznych. Do tego dochodzi także konieczność publikowania. „Publikuj lub giń”. Są naukowcy, którzy do perfekcji opanowali sztukę przygotowywania artykułów i monografii, zwłaszcza tych „z dolnej półki”, przeznaczonych na lokalny rynek krajowy.

W ten sposób nasza nauka w lwiej części stała się „nauką papierową”. Łatwiej bowiem przygotować publikację, niż stworzyć nowość techniczną i zdobyć patent, zwłaszcza międzynarodowy. Dlatego nawet na uczelniach technicznych mamy rzeszę profesorów i adiunktów, którzy nigdy niczego nie skonstruowali, nie zdobyli patentu, a część była w zakładzie przemysłowym tylko z wycieczką studentów. Nic dziwnego, że inżynierowie, którzy na uczelni mieli takich profesorów nie kwapią się do tworzenia nowości technicznych. Łatwiej jest przecież przygotować prezentację komputerową i jeździć z nią do klientów.
Niestety, publikacje i prezentacje nie przekładają się na zwiększoną konkurencyjność polskich wyrobów na rynkach światowych.

W ten sposób umiejętność dostosowania się do sytuacji spowodowała, że efekty nauki są przez zwykłego obywatela zauważane raczej rzadko.
Osobiście uważam, że jedną z przyczyn może być także brak prawdziwie strategicznych celów stawianych instytutom i laboratoriom. Wielokrotnie słyszałem o tym, że nauka nie potrzebuje celu, jest poszukiwaniem prawdy i dlatego sama wyznacza swoje cele. Z drugiej strony wiem, że w wielu krajach na całym świecie realizowane są programy rządowe (a w Europie także europejskie). Wyznacza się cel, np. lądowanie na Księżycu i zainteresowani biorą się do pracy. Oczywiście, także w Polsce mamy programy strategiczne, celowe i zamawiane oraz wiele grantów dotyczących różnych zadań. Wiele nadziei wiąże się z powstawaniem pięciu ustaw, które powinny w istotnym stopniu poprawić kondycję nauki polskiej i udrożnić procedury.

Niestety, zwykły obywatel nie otrzymał prostej informacji w jakim kierunku zmierzamy. Czy celem jest nowoczesna elektronika, urządzenia dla górnictwa, maszyny dla rolnictwa, a może jeszcze coś innego? Dlatego trudno jest określić, czy cele te są osiągane, czy nauka pomogła w rozwiązaniu jakiegoś problemu. Te wszystkie osiągnięcia o których czasami czytamy w prasie, słyszymy w radiu i oglądamy w telewizji nie składają się na jasny obraz. Pewnie z tego powodu na co dzień nie zauważamy owoców pracy naszych naukowców. Nie widać ich w sklepach, z mediów nie dowiadujemy się o zrozumiałym dla każdego sukcesie uczonych.

Oczywiście, znam wiele znakomitych instytutów. Potrafię z pamięci wymienić co najmniej kilkanaście znakomitych osiągnięć naszych naukowców. Na wiele z nich patrzę z prawdziwym podziwem. Wciąż mam jednak wrażenie, że jak na zwiększone nakłady na naukę jest ich po prostu zbyt mało.
A może po prostu jest jeszcze zbyt wcześnie, by obserwować skutki poprawy sytuacji materialnej? Wiadomo, że prace badawcze i wynalazki są realizowane latami. Może zatem za kilka lat pojawią się dziesiątki nowych rozwiązań, które spowodują, że nasz przemysł stanie się bardziej konkurencyjny na światowych rynkach? Oby.


Inne moje publikacje

"Stłucz termometr" "Bezinteresownie" "Nauka czy rytuał?" "A nekrolog będzie piękny" "Szczęśliwa kraina nieodpowiedzialności" "Cechy narodowe"
"Mądrze czy mądrze" "Dla mojego dobra" "Człowiek siedzący" "Jest dobrze, ale…" "Promocja" "Przyszłość?"