Dla mojego dobra

Opublikowane w czasopiśmie Laboratorium – Przegląd Ogólnopolski

W nowoczesnej bajce wszyscy żyli już długo i szczęśliwie. Wtedy właśnie przywódca powiedział : „Chcę dobra wszystkich obywateli”. Obywatele natychmiast zaczęli chować swoje dobra, gdzie tylko się dało.

Bardzo nie lubię, gdy ktoś lub jakaś instytucja robi coś „dla mojego dobra”. Rzadko dobrze na tym wychodzę. Niestety, coraz częściej jestem zmuszony znosić to „dobro”.

Czasem mam wrażenie, że wszyscy zachowujemy się jak bohaterowie bajek robotów Stanisława Lema. Zupełnie jak istoty pozbawione własnego rozumu.
Każdy z nas uczy się na pamięć dziesiątków i setek cyfr. A czasami także symboli literowych.

Data urodzenia, adres (koniecznie z kodem pocztowym), numer telefonu, numer telefonu komórkowego, numery telefonów alarmowych, numer PESEL (łatwe), numer NIP,  PIN do karty płatniczej lub kredytowej (a najlepiej do kilku kart!), numer legitymacji pracowniczej (bez tego niczego nie załatwisz w pracy), numer kodu do biura(podobno ma firmowy informatyk), numer kodu alarmu domowego (spróbuj zapomnieć!!), numer konta w banku (pomyl tylko jedną cyfrę, a Twoje pieniądze trafią do kogoś innego i miesiącami będziesz próbował naprawić błąd), numery w rejestracji u lekarza (co?! nie pamięta Pan numeru karty w przychodni, gdzie leczył się Pan 6 lat temu??), loginy do własnego komputera, do kont w różnych miejscach sieci, a nawet do służbowej poczty komputerowej (podobno wymuszony przez Ustawę). Do tego te wszystkie kody powinny być zmieniane możliwie często, aby nikt nie zdążył ich poznać(???).

Do tego kody w hotelach (nie potrafi Pan zapamiętać zaledwie 12 cyfrowego kodu do pokoju???), numery telefonów do znajomych, numery wewnętrzne w pracy….Oczywiście, wszystko „dla mojego dobra”.

Dzięki tym kodom ponoć dobre władze (państwa, banku, firmy) obiecują zapewnić nam bezpieczeństwo. Oczywiście, gdy zdarzy się nieszczęście natychmiast okaże się, że 1) na pewno sami ujawniliśmy tajny kod, 2) firma nie odpowiada za powstałe szkody, 3) przestępcy mają dostęp do super haseł i znają je lepiej niż właściciele, 4) bardzo ważne numery można znaleźć na śmietniku (gdzieś muszą być w końcu wyrzucane).
Coś z tym w końcu trzeba zrobić!

Jeśli wkrótce nie powstanie praktyczne rozwiązanie tego problemu to już wkrótce trzeba będzie zasadniczo zreformować programy szkolne. Uczniowie zamiast matematyki i polskiego będą uczyli się wkuwać kolumny cyfr poprzetykane literami (żeby było bezpieczniej).
Dorośli idąc ulicą będą powtarzali wierszyki podobne do mnemotechnicznych sposobów na zapamiętanie cyfr liczby „Pi” (cytuję z pamięci) „Kto w mgłę i słotę spacerować ma ochotę….” lub też „Kuć i orać w dzień zawzięcie bo plonów nie ma bez trudu Złocisty szczęścia okręcie kołyszesz…”. Zakochani zamiast czułych słów i kwiatów będą się obdarzali sposobami na zapamiętanie ich PINów, NIPów i wielu innych kodów.
Biedni, starsi obywatele godzinami będą się uczyli trudnych kombinacji alfanumerycznych. Ci, którzy nie będą potrafili powtórzyć 12 pozycyjnych haseł nie będą mieli prawa wyjść z domu na ulicę. „Dla ich własnego dobra”

Być może przesadzam, ale….

W prawie każdym instytucie jest dział informatyczny. A gdyby tak owi informatycy zabrali się do pracy i spróbowali przeprowadzić rewolucję pozwalającą radykalnie zmniejszyć ilość kodów niezbędnych do życia w dzisiejszym świecie?

Kiedyś obiecywano, że numer PESEL będzie wystarczał większości urzędów. Reszta danych znajduje się przecież w odpowiednich bazach.
Niestety, każdy urzędnik zauważy od razu, że podanie z jednym tylko PESELem wygląda niepoważnie. Bank, który nie poda klientowi choćby dwóch kodów sprawia wrażenie źle zabezpieczonego. Firma w której pracujemy również chce nas obdarzyć dostępem do super ważnych tajemnic, takich jak termin wywieszania papieru toaletowego. I prześle nam kod niezbędny do odszyfrowania tej wiadomości.
Pracownicy Pentagonu i agenci CIA niech się spalą ze wstydu!

Ja jednak wierzę  polskich specjalistów.

Jeśli zatem informatycy z wielu instytutów i uczelni zechcą się zastanowić nad rozwiązaniami to może uda się wymyślić jakiś sposób. Skoro w latach 30-tych XX wieku polskim kryptologom udało się rozwiązać tajemnicę niemieckiej Enigmy to czemu nie miałoby się udać równie ambitne zadanie. Jeden numer+ hasło literowe. Bez karteczek za ekranami komputerów i w szufladach biurek, bez notatek w telefonach komórkowych, bez „wyrafinowanych” haseł typu „hasło”, „d…”, i przekleństw, bez PINow zapisanych bezpośrednio na kartach bankomatowych.

Oczywiście, nie mamy potężnych koncernów komputerowych działających na skalę światową. Warto jednak pamiętać, że niektóre z tych koncernów swoje pierwsze prace prowadziły w przydomowych garażach. Opracowany sposób zmniejszenia liczb jakimi się posługujemy może postawić na nogi nasz przemysł informatyczny.

Kiedy za kilka, lub kilkanaście lat z tego pomysłu zrodzi się światowa firma to poproszę jedynie o przyznanie stosunkowo łatwego kodu do zapamiętania. Tym razem naprawdę „dla mojego dobra”. W miarę upływu lat możliwości uczenia się są przecież coraz mniejsze. Łatwe i nieliczne kody dla wielu starszych obywateli byłyby wprost wybawieniem. To dodatkowa korzyść dla ewentualnych twórców. I zyski „dla ich dobra”.

Zobacz także

Aktualność

Śląski Festiwal Nauki 14-15.10.2016

Śląski Festiwal Nauki to wspaniała impreza popularyzująca naukę. W ogromnej hali Międzynarodowego Centrum Kongresowego w centrum Katowic (tuż obok Spodka) zmieściły się dziesiątki (a może…
Czytaj całość

Materiał filmowy

Zima na lotnisku

Zima na lotnisku

Porady jak się prezentować

Do czego służą slajdy?

To zadziwiające, ale te same obrazy pozwalają zaprezentować różne wykłady. Wiedzą o tym dobrze ci, którzy prowadzą zajęcia na uczelniach. Slajdy są pewnego rodzaju szkieletem wypełnianym ...
Czytaj całość