…a o nauce cicho

Dlaczego jemy jaja kurze, a nie kacze? Specjaliści od reklamy mają proste wytłumaczenie. Kura po złożeniu jajka gdacze, a kaczka – nie.
W dowolnej, nawet najpoważniejszej gazecie bardzo ważny jest dział sportowy. Przecież kibicowanie to przejaw patriotyzmu. Od sukcesów w sporcie zależy prestiż kraju. Porażka jest klęską narodową. Nie wypada się przyznawać do braku dopingu dla „naszych”. A przecież w większości przypadków mecze ogląda kilkanaście tysięcy kibiców. Czasem mniej. W telewizji kilkanaście procent widzów. A reszta? Reszcie można wmówić, że są „odmieńcami”, bo nie kibicują. Wszyscy, zarówno sportowcy, jak działacze i komentatorzy głośno przekonują nas, że sport jest najważniejszy. Bez nowych stadionów, bez milionów na zawodników, bez dużych imprez będziemy gorsi. „Biało-czerwona” będzie zwisała ze smutkiem, nasz orzeł załamie skrzydła.

To nic, że nie ma pieniędzy na sensowne zajęcia WF dla dzieci i młodzieży. To nieważne, że brak środków na zabawy dla przedszkolaków. Nie ma znaczenia to, że dzieci mają skrzywione kręgosłupy i nadwagę. Liczy się to, kto jest kapitanem drużyny, kto będzie trenerem, kto kopnął piłkę i przypadkiem trafił. O tym powinniśmy myśleć i rozmawiać. Ręka w rękę i gardło w gardło pracują nad tym sportowcy, działacze, a także nasi politycy.

To nieprawda, że zawsze wygrywają duże pieniądze, że decyzje zapadają zgodnie z wolą większości. Niewielka, ale hałaśliwa grupa może zmienić wszystko.

Osoby jeżdżące na rowerach stanowią niewielki procent mieszkańców. Mimo to blokadami miasta (w Warszawie tzw. masa krytyczna) kilkutysięczna grupa doprowadziła do zmian w projektowaniu ulic. To dla nich realizowane są kosztowne inwestycje w wypożyczalnie rowerów i w ścieżki rowerowe. To pod ich naciskiem likwidowane są miejsca parkingowe, których tak brakuje w centrach miast. Dziś rowerzysta jest uprzywilejowanym użytkownikiem drogi (sam chętnie jeżdżę na rowerze). Może korzystać z jezdni, drogi dla rowerów, ale także z chodnika. Nieśmiały protest lub nieuwzględnienie potrzeb rowerzystów powoduje lawinę demagogicznych argumentów. Wygrywa krzyk.

Inną, hałaśliwą grupą są motocykliści. Demonstracyjnie blokują miasta na powitanie wiosny. Głośno pokazują swoją siłę. To kilka tysięcy osób, ale jakże wpływowych. „Patrz w lusterko! Motocykle są wszędzie!” głoszą ich nalepki na samochodach. Brak nalepek – „Motocyklisto! Przepisy obowiązują także Ciebie!”. Natychmiast nas zakrzyczą, że tłamsimy wolność.

Ulice miast blokują biegacze organizując swoje imprezy. Wydaje się, że bardziej zdrowe jest powietrze w lesie lub parku. Tyle, że wówczas nikt imprezy nie zauważy. Zablokowanie centrum Warszawy przyciąga media. O imprezie jest głośno. I o to chodzi!

Działacze ekologiczni krzykiem i efektownymi demonstracjami zmuszają do zmian tras komunikacyjnych i budowy zabezpieczeń, których przydatność nie została udowodniona. Przeciwników atakują głośno, czasem w sposób widowiskowy.

Podobnie działają niewielkie, ale hałaśliwe grupy działaczy różnych partii i stowarzyszeń. Ich akcje muszą przyciągać uwagę, muszą być hałaśliwe, czasem szokujące, a bywa, że atrakcyjne medialnie. To dlatego związkowcy palą opony, rzucają petardy, a wszystko to w centrum miasta, najlepiej przed budynkami Kancelarii Premiera, przed Sejmem lub Pałacem Prezydenckim. Oni wiedzą, jak efektownie zaistnieć, jak wymusić duże pieniądze.
Każda, nawet niewielka grupa szansę na realizację swoich żądań widzi w hałaśliwych, przeciągających uwagę mediów wystąpieniach.

„Matki pierwszego kwartału”, „Brońmy maluchy” i inne akcje angażują celebrytów i organizują widowiskowe protesty. Takie działania zawsze odnoszą skutek.

Trudno się zatem dziwić, że środki na naukę są mniejsze niż na zawodowy sport. Naukowcy nie urządzą hałaśliwej demonstracji, nie podpalą opon, nie zablokują miasta, nie zatrudnią celebrytów. Postulaty uczonych nie trafiają zatem do rządzących. Subtelne aluzje, listy i apele można przecież przemilczeć i zlekceważyć.

Dziennikarze naukowi głośno nie protestują, gdy likwidowane są działy „nauka i technika” w mediach. Nie wspierają ich w tym uczeni (inaczej niż w sporcie). Gdzie wyjazdy dziennikarskie do największych ośrodków badawczych (a na olimpiady i inne imprezy sportowe jadą tłumy sprawozdawców)? Na konferencje prasowe sportowców przybywają ekipy telewizyjne i prasa. Nikt nie potępia szefów mediów za brak informacji o ważnej konferencji, czy ciekawym wydarzeniu naukowym albo edukacyjnym. Argument jest jeden: „Kogo to interesuje?”. Nie potrafimy ich zawstydzić. Nie chcemy wymagać, żądać i głośno protestować. Po prostu, „nie wypada”.

Brak jest zdecydowanych akcji, gdy politycy wykazują się ignorancją w jakiejkolwiek dziedzinie wiedzy. A przecież nieuctwo powinno być piętnowane. Głośno. Uczeni uważają jednak, że „nie wypada”, że opinia środowiska się nie przebije.

A przecież imprezy popularyzujące naukę przyciągają tysiące odbiorców. Czyli można.
Wystarczy wziąć przykład z niewielkich, ale hałaśliwych grup.

Dostojna cisza to przyzwolenie na lekceważenie nauki.
Czy los kaczek nie jest przestrogą?

Zobacz także

Aktualność

Feel the Flow

Na zaproszenie młodych naukowców z projektu „Feel the Flow” wziąłem udział w spotkaniu doktorantów biologii oraz studentów. 12 stycznia przyszli ci, dla których jest ważna…
Czytaj całość

Porady jak się prezentować

Jak zbudować prezentację?

Jak zbudować swoje wystąpienie? Od czego zacząć? Jak się przedstawić (imię i nazwisko oraz pełniona funkcja lub nasze doświadczenie w dziedzinie której dotyczy wystą...
Czytaj całość