Osiągnięcia

Opublikowane w czasopiśmie Laboratorium – Przegląd Ogólnopolski

Ze dużego instytutu zatelefonowała do mnie znajoma. „Przyjedź szybko, pokażę Ci nasze najnowsze osiągnięcie.”
Spotkaliśmy się wkrótce. W laboratorium na stole leżała maleńka kolba. Pusta. Prawdopodobnie miała pojemność około 1 cm3. „Co to jest?!”.
Znajoma wprost puchła z dumy.
„To udało nam się zsyntetyzować ostatnio. Najwyższa czystość! Coś wspaniałego!!”
Delikatnie wziąłem kolbkę do światła. W środku nadal nic nie było. Bezradnie obracałem palcami naczynko.
„Zobacz, tam, na dnie!”
Rzeczywiście. Na dnie ukrywała się… maleńka, ciemna kropka. Mniej więcej taka jak kropka w tym tekście.
„No, i… „
„To jest właśnie nasze osiągnięcie. To jest prawdziwy przełom. Nasza oferta dla przemysłu!”

Z wrażenia jęknąłem. Nie jestem wprawdzie specjalistą przemysłu chemicznego, ale nawet z pobieżnych obserwacji wiem, że od pierwszej syntezy do prawdziwej produkcji jest daleka droga. To, co udaje się zrobić w mikro, lub miligramach, w skali półtechnicznej może sprawiać spore problemy. O normalnej produkcji nawet nie wspomnę.

Od wielu lat realizujemy różne krajowe programy mające stymulować innowacje w gospodarce czy współpracę nauki z przemysłem. Wiele się mówi o konieczności budowy gospodarki opartej na wiedzy. Wszyscy deklarują zainteresowanie i poparcie. Liczne placówki naukowe włączają się w te programy. W każdym z nich słowo „wdrożenie” odmieniane jest przez przypadki. Niestety, efekty tych działań nie są porażająco dobre. Nasi biznesmeni narzekają, że współpraca kuleje, że nie otrzymują od naukowców tego, czego potrzebują, że wciąż mają do czynienia z teoriami zamiast z konkretami. I trudno się dziwić.
Dla naukowców, szczególnie tych, zajmujących się badaniami podstawowymi najważniejsze jest wymyślenie czegoś nowego, opracowanie nowej struktury, wykonanie syntezy nowego związku. Potem trzeba jeszcze przeprowadzić pomiary z wykorzystaniem najnowszej aparatury i publikacja gotowa. Jeśli chodzi o czasopismo z listy filadelfijskiej jest to przedmiot dumy. Instytut otrzymuje odpowiednie punkty, rozlicza grant, zaś naukowiec wie, że zrobił coś, co wlicza mu się do dorobku.

Prawdopodobnie w wielu laboratoriach i ośrodkach badawczych kryją się setki lub tysiące osiągnięć, które zakończyły się publikacjami w renomowanych czasopismach. Prawie nic z tego dorobku nie trafiło do produkcji, czy ogólniej, do gospodarki.

Wiele lat temu opowiadano, że my potrafimy wytworzyć odczynniki chemiczne o najwyższej czystości w Europie. W tym samym czasie nasi sąsiedzi produkowali te same odczynniki, ale znacznie gorsze. Tyle, że my wytwarzaliśmy miligramy, a oni… kilogramy i tony. Ich odczynniki były sprzedawane i kupowane w ilościach hurtowych, a nasi naukowcy mogli się swoimi osiągnięciami pochwalić w publikacjach i na międzynarodowych konferencjach.
Czy można wyobrazić sobie jakieś wyjście?

Od lat namawia się Polaków, by nie kończyli zbyt wcześnie pracy. Najlepiej, by pracowali co najmniej do 67 roku życia. Jednocześnie przedsiębiorcy chcą zatrudniać tylko młodych i perspektywicznych (ale z 20- letnim doświadczeniem!). W instytutach naukowych młodzi naukowcy czekają na etaty, które wreszcie zwolnią ci doświadczeni. Już pracownicy w wieku 50+ czują się zagrożeni. Wiedzą, że na rynku pracy nie mają żadnych szans. A przecież mają kwalifikacje i doświadczenie.

Bez trudu mogę sobie wyobrazić sytuację w której pracownicy naukowi po osiągnięciu wieku emerytalnego zamiast okruchów w postaci ćwiartki etatu są namawiani do założenia własnej firmy. Macierzysta jednostka może zaoferować im np. prowadzenie księgowości (za niewielką opłatą), początkowo nieodpłatne udostępnienie laboratoriów, czy zaopatrzenie w potrzebne materiały. Oczywiście, będą mile widziani w całym instytucie.

Doświadczeni naukowcy nie walczyliby już o publikacje. Każdy zdobył już przecież swoją ustaloną pozycję zawodową. Mogliby zatem spokojnie zająć się opracowaniem technologii. To oznaczałoby np. produkcję już nie mikrogramów, a kilogramów. Mogłaby to być skala ćwierć lub półtechniczna. A może udałoby się uruchomić produkcję urządzeń, czy elementów, które dotychczas wytwarzał na własne potrzeby instytutowy warsztat? Dopiero po sprzedaży produktów lub samej technologii nastąpiłby uczciwy podział zysków. Z pewnością nikt by na tym nie stracił.

Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że wielu pracowników marzy o zaprzestaniu pracy, spokojnej emeryturze i zabawie z wnukami. Cóż, oni będą żyli krócej. Są jednak i tacy, których bezczynność wprost przeraża. Jest wreszcie ważny aspekt społeczny. Nasze społeczeństwo się starzeje. Z każdym rokiem ludzi starszych będzie coraz więcej. Nie można pozwolić, by tkwili biernie przed telewizorami. Nie powinniśmy zgadzać się na to, by ich cenne doświadczenia i wiedza zostały zmarnowane. Każdy sposób jest dobry, by wykorzystać ten kapitał.

Oczywiście, starsi przedsiębiorcy będą pewnie pracowali wolniej, może czasem utną sobie drzemkę w pracy. Prawdopodobnie nie będą też tak drapieżni, jak ich młodsi konkurenci. Z pewnością nie wszyscy osiągną sukces. Jeśli jednak zamiast narzekać na zdrowie będą zwiększali nasz dochód narodowy to może warto spróbować.

Mam już kolejne zaproszenie od swojej znajomej. Ponoć, tym razem sukces jest jeszcze większy. Czy maleńki punkt w szklanym naczyniu będzie oznaczał początek wielkiego zwrotu w przemyśle? Czy osiągnięcie naukowe trafi do produkcji? A może poczekamy na emerytów?

Zobacz także

Aktualność

Nowa seria Laboratorium

W sierpniu 2009 przygotowuję nową serię programów „Laboratorium”. Spotkać mnie można w supermarkecie, w metrze, w laboratoriach, ale także w przychodniach rehabilitacyjnych i w obiektach…
Czytaj całość

Materiał filmowy

Meksyk – Ruiny

Meksyk – Ruiny

Porady jak się prezentować

  • PowerPoint

Czy wielcy mówcy używali PowerPoint’a

Wyobraźmy sobie Cezara lub Napoleona wygłaszającego mowę patrząc na przygotowane slajdy. Kto by im uwierzył? Kto przejąłby się ich przesłaniem? Kto wyruszyłby z nimi na wyprawę wojenną? ...
Czytaj całość