Mój Blog

Mój blog

To, co mnie uwiera, albo fascynuje. To, co wydaje mi się ważne i drobne refleksje. Z dala od polityki, z dala od afer i sensacji, z dala od frustracji i nienawiści. Mój blog jest dla tych, którzy mają już dość codziennych nerwów. Jego zapisy wynikają z chwili zastanowienia się nad życiem.

Oczywiście, dominuje moja pasja, czyli nauka. Nie tylko osiągnięcia, ale i problemy. Dla mnie najciekawsi są polscy uczeni i ich niezwykły świat.

Żyjemy wśród ludzi. Wiele zawdzięczamy tym, którzy nas czegoś nauczyli, którzy nam pomogli. Ten dług możemy spłacić tym, którzy dziś potrzebują pomocy. I to także jest motyw, który przewija się w moich zapiskach.

A resztę przynosi życie.


Połączenie

Dwóch półgłówków nie zasframe-000044tąpi inteligenta. Połączone dwie kolby o pojemności 0,5 litra nie są kolbą litrową. Sześć ciastek nie tworzy tortu. Nie, i już.

Od niepamiętnych czasów skąpimy pieniędzy na naukę. Niezależnie od opcji politycznej. W nakładach na badania jesteśmy w ogonie krajów europejskich. I nie widać szans na zmianę. Polscy naukowcy zarabiają żałośnie mało. Ci najlepsi wyjeżdżają za granicę.

Skoro nie umiemy poprawić tej sytuacji, to może trzeba coś zmienić. Zreformować.

Wiadomo, że sto tysięcy myszy waży tyle, ile waży słoń. Niestety, sto tysięcy myszy nadal nie jest słoniem.

Jeśli połączymy nasze słabe instytuty lub uczelnie, nie powstanie z nich Harvard ani MIT. Dobry ośrodek badawczy wymaga naprawdę dużych pieniędzy, mądrego zarządzania i wielu, wielu lat ciężkiej, spokojnej pracy. Sławne uczelnie zatrudniają laureatów Nagrody Nobla. Sprowadzają najlepszych uczonych. I znów, potrzebne są pieniądze. Świetne instytuty swoje badania prowadzą z rozmachem. Jedno nowoczesne laboratorium może kosztować nawet kilkaset milionów dolarów.

Połączenie słabeuszy z naszymi nieco tylko mocniejszymi instytutami nic nie da. Tak jak w biblijnej przypowieści, chude krowy pożrą te tłuste. I znów będziemy w ogonie Europy.

 


Słuchać ze zrozumieniem

Trzeba było się uczyć.

Wszyscy pamiętamy lekcje języka polskiego. Nauczycielka kazała nam opisywać „Co autor miał na myśli?”. Traktowaliśmy to jak najgorszą pańszczyznę. To były najnudniejsze zajęcia. A przecież czytanie ze zrozumieniem to jedna z najważniejszych umiejętności jakie mieliśmy zdobyć.

Niestety, tę lekcję opanowaliśmy słabo. Nie tylko my, w Polsce. Okazuje się, że tak było (i jest?) na całym świecie. Świadczą o tym reakcje wyborców na działania wybranych polityków. Jak to? Co oni robią?

A przecież wystarczyło tylko słuchać ze zrozumieniem tego, co nam zapowiadają. Swoje plany i zamierzenia wielokrotnie prezentowali podczas wystąpień wyborczych i w drukowanych programach. Czasem w sposób zawoalowany, ale mówili wyraźnie. Większość nie zwracała uwagi na groźne zapowiedzi.

A dziś?

Politycy nadal prawie codziennie ujawniają swoje zamiary. My wciąż dziwimy się, zamiast słuchać ze zrozumieniem.

Szkoda, że nie można wrócić do klasy i wreszcie dobrze odrobić lekcję: „Co autor miał na myśli?”


 

Czy stać nas na to?

„Przechodzę na emeryturę. Zgodnie z przepisami. Będę mógł zająć się swoim hobby, czasem pochodzić po lesie, a latem podróżować po kraju. Trochę mi jednak żal. W ciągu wielu lat pracy zdobyłem sporą wiedzę. Mam także duże doświadczenie praktyczne. Intelektualnie jestem nadal w formie. I właśnie teraz muszę przestać pracować.” – taką rozmowę odbywałem nie jeden raz z uczonymi i inżynierami.

Określamy to elegancko – niezbędna wymiana pokoleń, zasłużony odpoczynek po długoletnim wysiłku, zwolnienie miejsc pracy dla młodych. A mnie jest żal. Lekceważąco traktujemy największy kapitał – wiedzę i doświadczenie.

Oczywiście, są tacy, którzy z utęsknieniem wyglądają zbliżającej się emerytury. Każdy dzień pracy wiąże się dla nich z wysiłkiem, z dolegliwościami, z ogromnym zmęczeniem. Trudno. Widocznie ich organizm potrzebuje już wypoczynku.

Jest jednak spora grupa tych, którzy spełniają się w pracy. Tu czują się najlepiej. Chcą i mogą być potrzebni. Wcale nie musi to oznaczać blokowania miejsca pracy. Czasem może to być przygotowywanie młodszego pokolenia i przekazywanie doświadczeń.

Wiedzę zdobywa się i gromadzi latami. Podobnie z doświadczeniem. Utracić je jest łatwo. Wystarczy parę miesięcy odcięcia od normalnych zajęć. Bezcenny kapitał znika wtedy na zawsze.

Jeśli kupujemy urządzenie to chcemy, by działało sprawnie jak najdłużej. Każdy dzień jego pracy to nasz zysk. Tymczasem bez wahania rezygnujemy z pracy ludzi wykształconych i doświadczonych. Ich następcy będą jeszcze długo uczyli się na swoich błędach. Koszty poniesiemy wszyscy. Czy stać nas na to?


 

Jeśli chcemy być nowocześni, musimy zadbać o tych, którzy tworzą nowoczesność.

„Jeśli widzę dalej, to tylko dlatego, że stoję na ramionach olbrzymów” napisał Isaac Newton.

Jeśli żyjemy wygodniej niż nasi przodkowie, to tylko dlatego, że bezimienni twórcy dokonali wielkich wynalazków i stworzyli wspaniałe technologie. Od produkcji naczyń ceramicznych do wytopu metali. Od szlifowania kamieni do wytwarzania szkła. Jaką wspaniałą wyobraźnię miał ten, który wpadł na pomysł skręcenia włókien, np. sierści zwierzęcej i stworzenia nici. Zupełnym geniuszem okazał się człowiek, który zbudował warsztat tkacki .

A przecież chociażby tylko w ostatnframe-097962ich dwóch stuleciach pojawiło się wielu zdolnych konstruktorów i twórców techniki, którzy doprowadzili do tego, że produkowane wyroby są coraz tańsze. Coś, co jeszcze 200 lat temu było przedmiotem marzeń (tania odzież, tania żywność, tanie i łatwe podróże), dziś bez problemu trafia do większości domów.

Wiem, że dla rozwoju naszej kultury potrzebni są między innymi artyści, a także filozofowie, socjolodzy i psycholodzy. Jednak absolutnie niezbędni są inżynierowie. Projektanci nowych materiałów, konstruktorzy maszyn i urządzeń, twórcy nowych technologii.

Wydaje mi się, że powinniśmy namawiać młodych ludzi, by studiowali kierunki techniczne. Młodych inżynierów należałoby otaczać opieką tak, by zostali w kraju i tu rozwijali swoje umiejętności. Tu powinni powiększać nasz produkt narodowy. To oni będą olbrzymami na których ramionach staną kolejne pokolenia Polaków.


Dlaczego nas tego nie uczą?

Już są! Młodzi, przystojni, utalentowani. Znakomici popularyzatorzy nauki. Już pojawiają się na różnych imprezach i w wyspecjalizowanych ośrodkach w całym kraju.

Sporo podróżuję po Polsce, bywam na piknikach, festiwalach i podobnych spotkaniach. Cieszy mnie, że pojawiają się osoby, które potrafią atrakcyjnie mówić o nauce i pokazywać ją. Na scenie, w namiotach piknikowych i w szkołach. Szkoda tylko, że jest ich wciąż zbyt mało. Niestety, większość młodych naukowców, a także dojrzałych uczonych nie potrafi i nie chce upowszechniać swoich osiągnięć.

Ostatnio rozmawiałem o tym ważnym problemie z profesorami, którym leży na sercu wizerunek naszych ośrodków naukowych. Jak to się dzieje, że amerykańscy uczeni świetnie sobie radzą z publicznymi prezentacjami, natomiast Polacy mają poważny problem? Nie wiadomo, co zrobić z rękami, jak stać, gdzie patrzeć, jak prezentować slajdy, wreszcie jak mówić ciekawie.

„Dlaczego nas tego nie uczą?” – jednogłośnie pytali profesorowie.

W amerykańskich szkołach co roku uczniowie muszą przygotować prezentację na zadany temat. Rodzice zwykle pomagają w zdobyciu ciekawych ilustracji lub rekwizytów. Robią plansze lub szyją odpowiednie stroje. Sprawdzają również, jak problem zostanie przestawiony przed klasą. Po kilku lub kilkunastu takich zadaniach uczeń nie ma problemu z publicznymi wypowiedziami.

W naszych szkołach nie ma podobnych tradycji. Pewnie po zadaniu tematu wielu rodziców zaczęłoby głośno protestować. To zbyt duże obciążenie dla biednych uczniów. Jak wiadomo, również prezentacje maturalne były kiepskie. Można było zatem przeszkolić nauczycieli i poprawiać poziom. Ministerstwo zdecydowało jednak o likwidacji prezentacji maturalnej. Tak było łatwiej.

W szkołach wyższych problem pogłębia się. Nadal nikt nie uczy sztuki prezentacji. Student niezwykle rzadko wypowiada się publicznie. Nie wymagają tego wykładowcy. Dopiero dobrze prowadzone seminarium dyplomowe obnaża kłopoty. Wówczas jednak jest już za późno. A zatem absolwent opuszcza uczelnię bez tak ważnej umiejętności.

Fatalny wykładowca może zostać profesorem. Znakomity prezenter, który zachęca młodych do nauki i taki, który porywa studentów, nie może liczyć na awans.

Cieszę się zatem z tego, że pojawia się wielu młodych, przystojnych i utalentowanych prezenterów nauki. Życzę im wytrwałości i ogromnej odporności. Ich nagrodą będzie uznanie publiczności. Tylko tyle, i aż tyle.

 

Nie znam się na tym, ale…

Od czasu do czasu czytam komentarze pod różnymi informacjami. Wiele z tych uwag zostało napisanych według zasady „Nie znam się na tym, ale…”. W tym miejscu autor z głębokim przekonaniem krytykuje, doradza i zgłasza proste rozwiązania problemu. Wielu powołuje się czasem na tzw. zdrowy rozsądek. ”Wszystko widziałem i wszystko wiem”. Czasem także „Mam już swoje lata i doświadczenie”. Nie zauważyłem, by nowe fakty, które całkowicie przeczą tym poglądom, zniechęcały do głoszenia kolejnych komentarzy. Ich autorzy mają zawsze rację. I wielką pewność siebie.
Ciekawe, że nigdy nie spotkałem się z uczonymi, którzy wypowiadaliby się kategorycznie na jakikolwiek temat. Im większe osiągnięcia, tym są skromniejsi. Może ogromna wiedza chroni przed wypowiadaniem pochopnych sądów? Uczeni już dawno temu sprawdzili, że świat nie działa tak, jak podpowiada to nasz zdrowy rozsądek. Konieczna jest konkretna, ścisła wiedza. A tę zdobywa się mozolnie, przez lata.


 

Najważniejszy problem

Przytrafi się to każdemu. Starzejemy się od samego urodzenia. W pewnym wieku zaczynamy odczuwać problemy zdrowotne. Nasza sprawność staje się mniejsza, zmysły gorzej odbierają obraz świata, pojawiają się różne dolegliwości.

Starzeje się cała Europa, starzeje sięOLYMPUS DIGITAL CAMERA także Polska. Z każdym rokiem coraz więcej osób będzie potrzebowało pomocy w radzeniu sobie z trudami codzienności. Już dziś powinniśmy zadbać o rozwiązania, które ułatwią życie naszym dziadkom, rodzicom, a w przyszłości nam samym.

Od kilku lat namawiam studentów Wydziału Mechatroniki Politechniki Warszawskiej do poszukiwania i tworzenia urządzeń, które mogą pomóc seniorom. Potrzeba rozwiązań, które będą ostrzegały nas o pogorszeniu się stanu zdrowia, zaalarmują bliskich, że stało się coś niedobrego, ułatwią opiekę nad obłożnie chorymi lub tylko uprzyjemnią codzienność. Takie konstrukcje to złota żyła dla niewielkich, rodzinnych firm. Dobre, atrakcyjne rozwiązania mogłyby także trafić do innych krajów, które już dziś mają podobne problemy.

Na razie studenci nie reagują na moje sugestie. Wierzę jednak w to, że kropla drąży skałę. Może na innych uczelniach znajdą się specjaliści, którzy stworzą urządzenia ułatwiające życie seniorów. Nowe pomysły i konstrukcje zdolnych inżynierów sprawią, że starość będzie znośniejsza. To także szansa dla naszej gospodarki. I dla nas samych.


 

Edukacja

Na edukacji zna się każdy. „Szkoła powinna, nauczyciele powinni, programy nauczania należy…”.

A ilu z nas poświęca wystarczającą ilość czasu własnym dzieciom? Ile interesujących zajęć zorganizowaliśmy dla najmłodszych? Dlaczego wielu młodych ludzi nie ma nawyku czytania książek, oglądania poważnych filmów, poznawania świata? Sama szkoła tego nie nauczy. Poza tym, są wakacje. W tym czasie każdy rodzic mógłby mieć okazję do przekazania swoim dzieciom najważniejszych wiadomości i nawyki. Gdyby tylko zechciał.

Prawdopodobnie nikt nie wie, jak rozwinie się globalna sieć, jakie wynalazki i innowacje będą potrzebne w przyszłości. Nie przekażemy zatem dzieciom umiejętności, które przydadzą się w życiu za 20 lat. Sądzę jednak, że ludzie ciekawi świata będą mieli lepsze życie i dołożą swój wkład w rozwój ludzkości. Zaszczepmy więc dzieciom ciekawość.

 


Nerwy

Nerwy. W pracy, w domu i na ulicy. Wciąż żyjemy w stresie.

I jeszcze te wiadomości polityczne. Niektórych prowadzą do bezsenności. Co to będzie?

Możemy na próbę zamiast aktualnej gazety przeczytać coś z historii starożytnej lub średniowiecznej. To były straszne czasy! Na szczęście minęły dawno, a my z dystansu obserwujemy zmagania bohaterów i cierpienia zwykłych ludzi. Najwięksi wodzowie i najwięksi łajdacy zniknęli w mrokach dziejów. Tak będzie z wieloma politykami.

A my?

Róbmy swoje (jak śpiewał Wojciech Młynarski). Jesteśmy tak dobrzy, jak wykonana przez nas praca. Dzięki jej wynikom Polska staje się coraz lepsza i bogatsza. Tylko to liczy się naprawdę. Zwłaszcza, jeśli robimy coś ważnego dla innych.

A nerwy?

Przy ważnej pracy szybko o nich zapomnimy.


DSC05613Kibic

Tak, Jestem entuzjastą.

Cieszę się każdym ciekawym wynikiem, jaki uzyskują naukowcy. Kibicuję inżynierom, którzy przedstawiają nowe wynalazki. Zachwycam się tym, że dowiadujemy się czegoś nowego o budowie Ziemi, a nawet o dalekich galaktykach. Czuję dumę z tego, że Polak został wyróżniony przez ważne grono uczonych.

I wcale się tego nie wstydzę.

Oczywiście, nie oznacza to, że cieszę się z każdego nowego gadżetu. Jednak kiedy słyszę, że nasze firmy produkują coś, co dobrze sprzedaje się na świecie, kiedy polski wyrób otrzymuje nagrodę na międzynarodowych targach, to reaguję z prawdziwym entuzjazmem. Tak jak kibic. Kibic polskiej nauki i polskiej techniki.

 


Przynęty

Bombardują nas dziesiątki informacji o nowych produktach.

Powstają firmy, które obiecują np. wyprodukowanie nowego zegarka. Będzie liczył włosy wypadające z głowy. Inni zapowiadają rewolucję: okulary, które pokażą nam różową przyszłość. Może być rower, który sam pojedzie do sklepu. Kolejni pokazują urządzenie drukujące zabawki, jakich zaraz zapragnie nasze dziecko. Do tego nowe oprogramowanie do gotowania obiadu, sprzątania domu i porządków w komputerze, zakupów, wycieczek, pogody lub dozorowania naszego domu. Oczywiście, wszystko dla postępu, dla naszej wygody, bezpieczeństwa i rozrywki. Wszystko błyszczące i atrakcyjne.

Większość tych rewelacji po paru dniach lub tygodniach ląduje w szufladzie. Niepotrzebnie wydaliśmy nasze pieniądze. Znów złapaliśmy się na barwną przynętę.

A wystarczyło się tylko wstrzymać z zakupem. Po jednym, dwóch dniach zastanowienia się dochodzimy do wniosku, że nowego gadżetu wcale nie potrzebujemy. Właśnie zapowiedziano inną nowość! Pojawiła się kolejna przynęta.

Podobne działają politycy. Wszystkich opcji. My, tak jak ryby, dajemy się złapać na kolejne błyskotki, muchy i inne przyjęty. A podobno mamy znakomity mózg…

Warto się zastanowić, zanim podejmiemy decyzję.


 

Wstyd?

I znów polscy studenci przywieźli nagrody z międzynarodowych zawodów SAE Aero Design. Ile osób wie o tym wspaniałym sukcesie? Owszem, wspomniała o nim gazeta i parę czasopism oraz stacja telewizyjna. W przypadku podobnego zwycięstwa, sportowcy byliby głośno fetowani przez dłuższy czas w całym kraju. Zwykle są witani już na lotnisku, przyjmowani przez najważniejsze osoby w kraju, otrzymują odznaczenia. Studenci, a nawet poważni naukowcy, którzy są naszą dumą, nie mogą liczyć na takie uhonorowanie.

Gdzież są zatem politycy, którzy tak głośno krzyczą o patriotyzmie? Gdzie ci, którzy mówią o narodowej dumie? Gdzie ci, którzy chodzą z flagami? Czy im nie wstyd?

 


 

FIF_1195Walka o uśmiech

Ponuracy. Politycy i uczeni, studenci i sprzedawcy, nauczyciele i policjanci, przechodnie i kaznodzieje. Jesteśmy poważni i smutni, tak jakby uśmiech mógł nas skompromitować. Z uśmiechem czujemy się mniej profesjonalni, mniej ważni, mniej zaangażowani. A bardzo zależy nam na dobrej opinii. Poważna twarz to nasza tarcza.

Wiem, że dziś niewiele osób ma powód do uśmiechu. Czy jednak nasza zbolała lub ponura twarz może coś poprawić? A właśnie uśmiech ma taką moc. Poprawia nastrój, sprzyja kontaktom między ludźmi, łagodzi spory. Ekspert, który się uśmiecha jest słuchany chętniej. Uśmiechnięty polityk zyskuje wyborców. Pogodny wykładowca zachęca do nauki. Radosny uczony to człowiek sukcesu.

Spróbujmy, może uda nam się zmienić wizerunek Polaka. Zagrajmy rolę zadowolonych z siebie optymistów. Choćby przez jeden miesiąc. Po takim ćwiczeniu, naturalny uśmiech będzie pojawiał się na naszych twarzach spontanicznie.

Uśmiechnijmy się. Na przekór przeszkodom. Lepiej będzie nam i wszystkim dookoła.

 


 

Spłacić swój długfc48647dd19fde623091649

Każdy z nas jest dłużnikiem. Otrzymaliśmy ważną wiedzę od nauczycieli. Bywa, że bezinteresownie pomogli nam sąsiedzi i znajomi. Ktoś nieznajomy rzucił cenną uwagę, która zmieniła nasze postępowanie i nasze życie. Ktoś inny umożliwił nam naukę, albo wskazał dobrą drogę. To nasz dług. Powinniśmy go spłacić.

Ja od wielu lat spłacam swój dług wobec ludzi, którzy choćby przypadkiem pomogli mi w życiu. Staram się, by moja praca była komuś potrzebna. Skutków popularyzacji nauki nie widać od razu. Dopiero po wielu latach spotykam na uczelni albo nawet na ulicy ludzi, którzy opowiadają jak moje programy telewizyjne zmieniły ich życie.

Dziś staram się szukać innych dróg dotarcia do dzieci i młodzieży. Spotkania, widowiska, publikacje, filmy, ale także zachęcanie różnych instytucji do wsparcia edukacji i popularyzacji. Czasem się udaje. To moje maleńkie sukcesy.

I tylko mój dług wcale nie maleje. Jest we mnie i napędza mnie do pracy.


 

 

Uważam, że w życiu dobrze jest mieć jakiś cel.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Moją ideą jest promocja osiągnięć polskiej nauki i techniki. Nasi uczeni zasługują na największy szacunek i uznanie publiczne. Niestety, rzadko im to okazujemy. A przecież ci wspaniali ludzie muszą pokonywać nie tylko problemy finansowe, bariery biurokratyczne, ale także niechęć polskich przedsiębiorstw do korzystania z dorobku polskiej nauki. Znacznie łatwiej jest bowiem kupić gotowe rozwiązanie zagraniczne niż wdrażać nowość pochodzącą z naszego instytutu czy laboratorium.

Właśnie dlatego od blisko 35 lat staram się pokazywać krajowych naukowców i twórców techniki.
Być może zagraniczne telewizje ze znacznie większym rozmachem pokazują naukę. Dysponują także znacznie większymi środkami finansowymi. Na ogół jednak nie pokazują polskich naukowców. Nie mają w tym przecież żadnego interesu.

Właśnie dlatego staram się poprzez moje programy, filmy, a także prezentacje dla uczniów opowiadać o dokonaniach naszych twórców. Pokazuję także, zwłaszcza młodym ludziom, że przy odrobinie wysiłku można mieć wspaniałe, pasjonujące życie i pracę.

Wśród młodych naukowców jest wielu dawnych widzów „Laboratorium”, a także „Kuchni” i „Cyrku fizyków”. Niejednokrotnie pomagają mi podczas realizacji zdjęć w swoich instytutach i uczelniach. Razem staramy się pokazać, że warto jest uczyć się, skończyć studia i podjąć pracę naukową. Prędzej czy później (raczej prędzej) ta praca przyniesie krajowi pożytek. O tym wszystkim staram się przekonać swoich widzów.


Szara rzeczywistość przytłacza wielu ludzi.

Codziennie te same szare bloki, codziennie ta sama szara praca lub klasa szkolna. Jako Polacy lubimy tak patrzeć na otoczenie.
A przecież dookoła świat jest bajecznie kolorowy. Od kwiatów i chmur, po uśmiechy kobiet i oczy dzieci. Właśnie dlatego w swoich programach i 2b78960d5db25d81d4cc554filmach staram się pokazać piękne barwy.

Moją ideą jest pokazanie kolorowego świata nauki. Wystarczy rozejrzeć się dookoła. Już wiele lat temu zafascynowany polskimi laboratoriami zrealizowałem krótki filmik „Piękno Nauki”. Dziś, prawie w każdym programie podkreślam barwność odkryć i prac naukowców.
Również w swoich filmach z podróży podkreślam kolory spotykane w różnych rejonach świata. Od czerwonej pustyni w Australii, przez barwne kapelusze i chusty Peruwianek, po piaski Sahary, biel lodowców Spitsbergenu, granat i lazur fiordów Norwegii.

Nie bójmy się kolorów. To one sprawiają, że świat jest piękniejszy. Dzięki nim życie jest łatwiejsze i przyjemniejsze. W miarę swoich możliwości będę pokazywał właśnie taką, kolorową rzeczywistość.